sobota, 4 stycznia 2014

Seven "Czekaj, czekaj...cco?"

/Jasne, każdy marzy żeby spędzić wolną sobotę w szkole i to jeszcze z taką denerwującą osobą/
-Nate, weź się w końcu do roboty! Nie mam zamiaru spędzić tu całego dnia.
-Oj nie denerwuj się tak skarbie, bo zmarszczek dostaniesz-powiedział Nate uśmiechając się jak głupi.
-Collarge, nie dobijaj.
-Zauważyłaś jak Simon i Jena obściskiwali się w drodze powrotnej?
-Głupi jesteś. Może to ci się przyśniło?
-Nie no w samochodzie byłem zajęty obserwowaniem ciebie- puścił do mnie oczko. Zamoczyłam pędzel w farbie i machnęłam na ścianę. Los tak chciał, że farba rozleciała się na wszystkie strony i trafiła w Nate'a. Obserwowałam go z otwartą buzią. Zacisnął usta w wąską linię, starł rękawem bluzy plamę z policzka.
-Sorrki- mruknęłam.
-Zrobiłaś to specjalnie- syknął przez zaciśnięte zęby.
-Ni...-nie dokończyłam, Nate szedł w moją stronę. Natrafiłam na ścianę. Nie mam żadnej ucieczki. Już po mnie. Widziałam złość w jego oczach. Zacisnął pięść i uniósł ją w górę. Skuliłam się przed uderzeniem, zamknęłam oczy i czekałam na ból, lecz nic takiego nie nastąpiło. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak Nathan uderza w ścianę obok.
-Przepraszam- wyszeptał. Był cały roztrzęsiony. Niewiele myśląc podeszłam do niego i go przytuliłam. Spojrzałam mu głęboko w oczy, w których była rozpacz. 
-Co to było?
-Mów coś żebym się uspokoił- szepnął.
-Ee, od czego tu by zacząć. Ładną mamy pogodę, prawda? Dużo śniegu, podobasz mi się, pójdziemy lepić bałwana? Będzie super zabawa- /What?! Co ja powiedziałam. Może nie dosłyszał.../
-Czekaj, czekaj...cco?- odsunął się ode mnie i uważnie się przyjrzał. Poczułam jak moje policzki robią się czerwone.
-Pójdziemy razem lepić bałwana...?
-Mówisz, że ci się podobam?- przeczesał palcami swoje czarne włosy i zalotnie poruszył brwiami. Nie odpowiedziałam.- Powiedz to jeszcze raz, proszę...Katty się zakochała i to jeszcze we mnie. Kto by się spodziewał? Nie sądziłem, że jestem w twoim typie...- Nate dalej nadawał, ale przestałam go słuchać. Zrobiłam krok do przodu i dałam mu buziaka. Był zaskoczony ale po chwili wrócił do siebie.
-Mrrr- zamruczał obejmując moją twarz dłońmi. /O nie, nie, nie. Oooo zrobił to./ Poczułam jego usta na moich. 
-Ciota- powiedziałam pod nosem i odeszłam.
-Miło mi jestem Nate. Ejejej wracaj! Mamy jeszcze do pomalowania pół ściany!
-Masz problem.
-Nosz ku*wa! Chciałem dobrze.


***
/Niedziela jak niedziela. Minęła w spokoju. Przesiedziałam cały dzień czytając książkę. Nie licząc przerw na jedzenie. Staram się zapomnieć co zrobił Nate. Jak tylko zacznę o nim myśleć przypomina mi się smak jego ust...Kat! ogarnij się. Dość tego./
Weszłam właśnie do budynku szkoły i skierowałam się do szatni. Zostawiłam kurtkę i wbiegając po schodach zasapana dotarłam do szafki. Wyjęłam potrzebne rzeczy. Samotnie ruszyłam do klasy, w której miał być angielski. Usiadłam na ostatniej ławce. Do dzwonka było jeszcze kilka sekund. Odliczałam w myślach. /10, 9, 8...3, 2, 1... Drr! Mój koszmar się zaczął. Zawsze to ja padam ofiarą do tablicy i zostaję przepytywana./  Westchnęłam ciężko i poprawiłam się na krześle. Do klasy weszło kilka osób, później następni. Nikomu się nie spieszyło na lekcję angielskiego z panią Rotfeld.
-Szybko zajmujcie swoje miejsca i nie dyskutować.- walnęła czymś o biurko i nastąpiła cisza. Słychać było szum wiatru za oknem oraz nieliczne hałasy za drzwiami.- Nareszcie cisza i spokój- pani Rotfeld odetchnęła zamykając oczy. Cieszyły ją nasze blady, wystraszone twarze. Jestem tego pewna, że ma z tego jakąś satysfakcję. Usłyszałam cichutkie pukanie do drzwi. Po chwili weszła osoba, z którą spotkania nie mogłam się doczekać.
-Dzień dobry. Jestem Louis Lorette- powiedział do pani R.
-Tak, słyszałam o tobie. Siadaj.- machnęła lekceważąco ręką i odwróciła się do pisania tematu na tablicy. Louis rozejrzał się bezradnie dookoła sali. Wolne miejsce było koło mnie oraz obok kujona w okularach. Nikt z nim nie siedzi. Nazywają go Cienki Henry. Jest strasznie chudy, po prostu Cienki. Louis podszedł do mojej ławki i kiwnął głową na przywitanie. Pani R. tłumaczyła temat, gdy skończyła spytała czy nikt nie chciał by do odpowiedzi. Nikt się nie zgłosił.
-Może spytamy Henry'ego?- pani Rotfeld spojrzała na niego- A może pana Lorette?
Siedziałam jak na szpilkach starając opanować drżenie rąk.
-Ach tak, jeszcze Katherine- powiedziała z nutka wesołości w głosie- Hm to może...
-Zgłaszam się- przerwał jej Louis wstając z krzesła.
-Dobrze, niech będzie.
Do dzwonka zostały 3 minuty. Pani R. zadała kilka zagadnień z lekcji. Louis spojrzał na zegarek. Zwlekał z odpowiedzią. Kiedy została minuta odpowiedział bez problemu. Spojrzał wyzywająco na nauczycielkę, a ta zadała mu jeszcze kilka pytań. Lou nie pomylił się w niczym. Zadzwonił dzwonek i wszyscy ruszyli do wyjścia. Przy drzwiach zaczepiłam Louisa.
-Dzięki za uratowanie tyłka- mruknęłam- Żeby nie ty to znowu by mnie męczyła.
-Nie ma za co. Straszna z niej jędza.
-Mało powiedziane. Gdzie masz lekcje?
-Wf. Trafię sam.- uśmiechnął się i już go nie było.
  Jedna z wad tej szkoły: Strasznie krótkie przerwy między lekcjami. Jedynie jest godzina na lunch. Szybko ruszyłam ku schodom. Musiałam dojść na samą górę. Przy oknie stał Nate. Minęłam go bez słowa. 
  Lekcje dłużyły się, ale w końcu mogłam iść coś zjeść. Niestety szkolna stołówka nie była dla nas. Dom dziecka musiał iść do siebie. Po drodze spotkałam Jene. Razem doszłyśmy do drzwi od podwórka. Weszłyśmy do fortecy wieszając kurtki na wieszak. Dopiero teraz zwróciłam na wygląd Jeny. Była ubrana jak uczeń! W mundurku! Otworzyłam buzię ze zdziwienia.
-Ani słowa- ostrzegła- To przez Carla.
Otrząsnęłam się z osłupienia. Wzięłam jedzenie i usiadłam przy stoliku. Simon już tam był. Właśnie kończył jeść.
-Szybki jesteś.- zauważyłam.
-Mam coś do załatwienia.
  Simon wyszedł jakieś 5 minut temu, a ja siedziałam z Jeną i rozmawiałyśmy o niczym.
-Jak myślisz co będzie z Angie?- spytała niespodziewanie.
-Tak szczerze to nie mam pojęcia, ale boję się o nią.- odpowiedziałam.
-Jest w bezpiecznych rękach. Ech ja muszę lecieć.
-Do zobaczenia u Carla- mruknęłam.
  Grzebałam palcami w bułce. Oczywiście już jej nie zjem. Spojrzałam w okno. Biało. /W domu o tej porze ubieraliśmy choinkę, a ojciec oświetlałby dom lampkami. Pewnie bym uciekła od obowiązków jak zazwyczaj to robiłam...Ale domu już nie ma. Nie mogę o tym myśleć. Czas zapomnieć o tym co się wydarzyło./ Rozejrzałam się po sali i natknęłam się na wzrok Nathaniela. Natychmiast wstałam zbierając swoje śmieci. Nie patrząc na nic wyszłam na mroźne powietrze. Wróciłam do szkoły. Zostawiłam kurtkę i poczłapałam się na zajęcia. Simon gorączkowo krzątał się po sali. Przygotowywał COŚ. Nawet nie miałam ochoty zapytać o to. Zajęłam miejsce pod ścianą.
-Mam nadzieję, że nie spalę włosów chemikowi.
-Prędzej brwi, on nie ma zbyt dużo włosów na głowie- odezwałam się.
-No właśnie. Nie chcę go pozbawić tych ostatnich. Byłaby kaszatrofa.- zaśmiał się Simon.
Na szczęście projekt udał mu się znakomicie. Klasa była pod wrażeniem, że Simon niczego nie wysadził.
  Byłam kompletnie przybita. Sama nie wiem czym. Mam mętlik w głowie. Chcę jak najszybciej skończyć zajęcia dodatkowe z rysunku i rzucić się na łóżko.
-Witaj Katherine na swoich pierwszych zajęciach- przywitałam mnie kobieta w długich, siwych włosach. Mimo wieku trzymała się świetnie. Zauważyłam jej piękne rysy twarzy. Wyglądała na miłą osobę.
  Usiadłam przy jednej ze sztalug i zaczęłam wykonywać swoją pacę. Co prawda nie umiem rysować, ale po to są te zajęcia, aby się nauczyć. Przed nami stało krzesło, zwykłe drewniane. Każdy miał widział inną perspektywę. Skupiłam się i narysowałam kilka kresek. Tylko tyle. Pani Lilit ogłosiła koniec zajęć. /Czyżbym aż tak się zamyśliła, że umknęło mi gdzieś 60 minut?/ Pożegnałam się i wyszłam. Zaszłam do szafki po kilka książek. /Muszę się pouczyć./ powiedziałam do siebie w myślach choć dobrze wiedziałam, że tego nie zrobię. Przekręciłam zamek i mocno pociągnęłam. Na ziemię zleciała kartka papieru wyrwana z zeszytu. Rozwinęłam ją i przeczytałam:

"Czemu mnie unikasz?
Nate"

/Dobre pytanie.../


Zabijcie mnie ludzie, skrytykujcie za to co napisałam albo sama to zrobię!
Pierwszą część pomogła mi napisać Ola i chwała jej za to, bo nigdy bym nie zaczęła pisać.
Resztę pisałam sama. Masakra :/ Czuję się tak samo jak Katherine...przybita i nie wiem czemu :c

Pozdrawia smutna Tia...życzcie mi weny, bo mi jej brakuje :<

3 komentarze:

  1. Omg weny weny weny! Nataniel chcial ja uderzyc ej wyjasnij w nastepnym rozdziale moze niech odbeda szczera rozmowe ze lzami tak tak tak :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, fajnie. Szkoda, że szybko się skończyło. Czekam nn. Natalia <3

    OdpowiedzUsuń

Skomentuj. Nie zajmie Ci to dużo czasu, a dla mnie to będzie motywacja :3
Dziękuję za każdy komentarz. I ten dobry i ten zły :)
Jeżeli chcesz żebym odwiedziła Twojego bloga zostaw link w zakładce "Spam!"