sobota, 14 czerwca 2014

Seventeen "Chodź maleńka. Drapiemy plecki."

  Ach, te stare dobre czasy. Pamiętam jak babcia Hilda przywitała nas myśląc, że jesteśmy z MTV. Zaśmiałam się na to wspomnienie.
- Katty - usłyszałam szept Alisson. - Tam są psy. Ja się boję psów.
Spojrzałam na nią niedowierzająco. Dałam znać Nate'owi. Podszedł do nas.
- Aliss boi się psów - powiedziałam patrząc mu się prosto w oczy.
- Serioo? I masz rację - odparł z powagą. - Niby czemu nie wchodzimy na podwórko?
- Bo brama jest zamknięta? - spytała dziewczyna.
- Nie! - zaprzeczył szybko Nate. - Za tą bramą, gdzieś tam... biegają dwa dobermany.
- Dobra, dobra - przerwał nam Carl. - Alisson, ile razy mam powtarzać, że nie bierz na poważnie co oni mówią.
- Myślałam, że to tyczy się tylko Simona.
- Nie. Tu chodzi o wszystkich. Katty, Nate... chcecie kopa w dupę?
- Carlos! - podniósł głos Nate. - Policzymy się później - dokończył ze śmiechem. Alisson patrzyła na nas. Ona nie wie o Carl'u. Jakoś nikt nie chciał jej tego tłumaczyć.
- O dzień dobry panie Lorrete! - przywitał się Simon.
- Dzień dobry, dobry. Czekaliśmy na was. Wchodźcie, wchodźcie.
- A psy? - szepnęła Alisson przy moim boku. Jak na wspomnienie do furtki przybiegły dwa "dobermany".
- Małe yorki! - zachwyciła się dziewczyna. Spojrzałam na Nate'a i się zaśmialiśmy. 
  W siódemkę, za panem domu, wtoczyliśmy się do środka. Przywitaliśmy się z domownikami i oczywiście nie obyło się zaskoczenia Alisson bliźniaczkami. Jednak wszystko poszło jak należy i zasiedliśmy do stołu. Czułam się jak w święta. Trzynaście osób przy jednym długim stole.
- Dziewczynki, nie rzucamy jedzeniem - powiedziała babcia Hilda machając łyżką. Tym sposobem zupa była wszędzie. Pomijając fakt, że bliźniaczki jadły grzecznie, nikt nie zwrócił na babcię uwagi. Chyba przyzwyczaili się do jej codziennych wygłupów.
- Lou? Torby spakowane? - spytałam po jakimś czasie, kiedy rozmowa rozeszła się w gorącą dyskusję. Pokiwał głową.
- To już się zbieramy! - ucieszył się.
- Tak, przydałoby się już wyruszyć - potwierdził Carl. - Zanim dojedziemy... a jeszcze trzeba namioty rozłożyć.
- Dobra - klasnął w dłonie Simon. - To jedziemy!
- Jedziemy - powiedziałam razem z Natem.
Zaczęliśmy się zbierać do wyjścia. Nie zabrakło buziaków i uścisków. W końcu zapakowaliśmy się do samochodu.

***

- Fuu, co to za gówno?! - krzyknęła Alisson wspinając się pod górę.
- Uwierz, że nie będziesz żałowała - powiedziałam z uśmiechem wspominając swoje pierwsze spotkanie z górą.
- Oj tak, kocham to miejsce - potwierdził Nate. - Ale o wiele wygodniej szło się bez bagażu.
- To Simona pomysł! - podniosłam ręce w geście obrony. Lekko się zachwiałam pod ciężarem plecaka, ale chwilę później odzyskałam równowagę.
- Co ja?! - krzyknął Simona. - Co Simona?!
- Cicho tam i idź! - odkrzyknęłam.
- Masz szczęście, że idziemy z plecakami, bo już dawno leżałabyś w tym błocie!
- Nanana! Możesz sobie.
To się nie skończy dobrze... oj nie... Simonka się nie ucisza.
Kiedy doszłam na miejsce, zrzuciłam plecak z ramion i upadłam na niego ciężko. Carl z Angelą już zaczęli rozkładać namiot. Widziałam jacy są szczęśliwi. Ogółem dziewczyna cały czas chodzi uśmiechnięta, ale to wszyscy dzisiaj tak mają.
- Wstawaj leniu! - Nate klepnął mnie w ramię. - Namiocik rozkładamy.
- Nateee - powiedziałam przeciągając się. Byłam okropnie zmęczona.
- Obijasz się... i to strasznie...
- Rozłóż ten namiot.
- A co z tego będę miał? - spytał wyciągając materiał z pokrowca.
- Podrapię cię po pleckach - wymruczałam wstając z plecaka.
- Zgoda - rzucił uśmiechnięty.
- O Katty, Louis! - krzyknął Carl. - Nic nie robicie to przynieście drewno na ognisko.
- Nie nooo! - tupnęłam nogą jak małe, rozzłoszczone dziecko. Nate się zaśmiał.
- Było rozkładać ze mną namiot. Nie musiałabyś iść po drzewo i drapać mi pleców.
- Ha ha - powiedziałam ruszając za Louis'em. Nie chciałam go zgubić. Szczególnie, że robiło się ciemno. Troszkę nam się zasiedziało u Lorettów.
- Lou? Słyszałeś? - spytałam w którymś momencie.
- Co? - odwrócił się w moją stronę.
- Piłę mechaniczną - wyszeptałam na co chłopak się zaśmiał. Nie wkręcam go! Mówię serio...
- Przesłyszało ci się. Jedynie my mieszkamy tak blisko tego miejsca. Na około brak jakiejkolwiek cywilizacji - powiedział Louis. - Wracamy, bo więcej nie uniesiemy.
Kiwnęłam głową na znak zgody. Nagle rozległo się wyraźny głos piły i łamanego drzewa.
- Ktoś nielegalnie ścina drzewa - wzruszył ramionami. - Proste.
  Wróciliśmy do obozowiska, gdzie już wszyscy na nas czekali.
  Upiekliśmy kiełbaski i łącznie stwierdziliśmy, że jesteśmy zmęczeni. W końcu jutro też jest dzień i nie musimy siedzieć po nocy.
- Chodź maleńka - powiedział do mnie Nate. - Drapiemy plecki.
- Jutro? - spytałam z nadzieją.
- Nie, nie, nie.
Westchnęłam z rezygnacją i powiedziałam dla Angeli, że przyjdę później. Wczołgałam się za nim do namiotu.
- Sam śpisz? - zapytałam.
- Niee z Simonem - mruknął. - Jest u Jeny...przyjdzie później.
- A co z resztą?
- Carl z Louis'em, Jena z Alisson. Draaap! - zdjął koszulkę i rzucił się na koc. Nie zostało mi nic innego jak dotrzymać umowy. Nie przewidziałam jednego. Byłam tak zmęczona, że oczy same mi się zamykały. Zasnęłam słuchając bicia serca Nate'a.
*** 

  Czuć bliskość i ciepło ciała drugiej osoby to coś niesamowitego... Wtuliłam się jeszcze bardziej rozkoszując się przyjemnym snem... Zaraz, zaraz. Czułam jak głowa powoli budziła się do życia.
- O nie, nie, nie... - wyszeptałam otwierając oczy. Delikatnie odsunęłam się od Nate'a. Na czworaka wyszłam z namiotu i o mały włos nie krzyknęłam. Tyłem do mnie stał przygarbiony człowiek z piłą w ręku, która cichutko warczała. Z bijącym sercem wycofałam się z powrotem do namiotu.
- Nate - szepnęłam wystraszona. - Nate, obudź się.
- Ssoo? - wychrypiał półsennie. Potrząsnęłam go za ramię. - Simon... wyjdź.
- Nate! To ja Kat.
- Cco ty tu robisz? - wyszeptał się podnosząc. Przetarł oczy niedowierzając w moją osobę. Czyżby zapomniał, że sam mnie zaprosił?
- Nate, tam ktoś jest? - wskazałam wyjście namiotu.
- Simon, Carl, Louis?
- Nie... cii. Słyszysz?
- Co to? - spytał dalej szepcząc. Wzruszyłam ramionami. Chłopak podniósł się i wyszedł na zewnątrz.
- Czego pan tu szuka?! - usłyszałam głos Nate'a. Coś, co odezwało się później nie można było nazwać człowiekiem. To było bardziej skrzeczące... coś! Ostrożnie wyjrzałam przez otwór. Dużo jednak nie widziałam, bo było ciemno. Tak, Kat... jest noc. Brawo dla ciebie za twą odkrywczość - pomyślałam sarkastycznie.
- Nic tu dla ciebie nie ma - powiedział Nathan.
- Jeeedź szurdowe miezzzoo! - wychrypiał nasz gość. Machnął swoją piłą mechaniczną niebezpiecznie blisko Nate'a.
- Nie ma tu miejsca dla nas dwóch! - raptem pojawił się Simon. Przetarłam oczy. Czy to mi się śni? Jak tak to chcę się obudzić albo chociaż zrobić coś użytecznego, a nie siedzieć jak ostatni tchórz w namiocie!
- Eee? - niby człowiek odwrócił się w stronę głosu Simona. To był jego błąd. Dostał kijem w brzuch, a z drugiej strony od Nate'a w miejsce kolan od tyłu. Zgiął się najpierw w pół, a następnie upadł na kolana.
- Wynoś się stąd dziadu ty! - krzyknął Simon dotykając go kijem.
- Jak najdalej! - dodał Nate. Człekopodobny zgięty w pół ruszył biegiem co jakiś czas podpierając się ręką. Chłopcy przybili sobie piątkę i wrócili do namiotu. Simon otarł czoło z potu i rzucił się na śpiwór.
- Załatwiliśmy go - powiedział z dumą. Nate się uśmiechnął.
- Nie wiem co to było, skąd się wzięło, ale wyglądał okropnie - przyznał Nathan.
- Pozwolicie, że dla pewności posiedzę tu z wami - powiedziałam jak w transie, patrząc w jeden punkt.
- Chodź - mruknął Nate przyciągając mnie do siebie. Bez oporów oddałam się w jego ramiona. Co zrobić, że mama w dzieciństwie straszyła potworami? Zachowuję się jak dziecko. Małe, wystraszone dziecko...
- Cała się trzęsiesz... - szepnął Nate.
- Mhm, zawsze tak mam kiedy się wystraszę - mruknęłam.
- Ciii, już dobrze.
Czułam, że odpływam mimo przeżyć. Nate delikatnie mną bujał... oczy same mi się zamykały. Popadałam w coraz większy sen kiedy, jak przez mgłę, usłyszałam szept Simona i Nate'a.
- Udało się?
- Cii.
- Śpi. Nie usłyszy.
- Trzeba mu jutro podziękować.
- Swoja drogą musiało go to boleć.
- Mało co nie uciął mi głowy!
Cichy chichot należący do Simona i... odpłynęłam.



Czeeeść to ja! Pamiętacie mnie jeszcze? ;D 
Wzięłam się w garść, rzuciłam wszystko inne i w końcu
 udało mi się dokończyć ten oto rozdział.

Specjalnie dla mojej Ali <3

A teraz pytanie:
<dadada>
Jak myślicie co wydarzy się dalej? 
<Hihihihi>