środa, 30 lipca 2014

Versatile Blogger Award


 Zostałam nominowana do Versatile Blogger Award :D
Co należy zrobić będąc nominowanym?
 1. Podziękować osobie, która cię nominowała.
Wow, jeszcze tej nominacji nie miałam :) Dziękuję Agnieszko :3
 2. Pokazać nagrodę Versatile Blogger Award na swoim blogu.

3. Ujawnić siedem faktów o sobie.
Oho,  będzie ciężko.
  1. Piszę od 5 lat i ciągle się uczę.
  2. Mam 4 zaczęte opowiadania, więc sorrki jeśli tu zwlekam z dodaniem rozdziału xd
  3. Pisze tylko w nocy. W dzień bardzo rzadko :)
  4. Kocham mojego psa bardziej niż cokolwiek ;*
  5. Wcale nie jestem nieśmiała. Po prostu wolę słuchać niż mówić ;)
  6. Mam misia o imieniu Teo <Teodor> :D
  7. Boję się ludzi :o


4. Nominować siedem ( lub więcej ) blogów. Ja nominuję:
Paula
Kazio Dobosz
Dagmara Lloyd
Śnieżynka
Pani Piekła
Musi wystarczyć tylko tyle :c
  Jeszcze raz dziękuję za nominację :)


PS rozdział pojawi się niedługo. Muszę zrobić małe poprawki, bo średnio mi się podoba :c
 Normalna

piątek, 18 lipca 2014

Twenty "Nigdy sobie tego nie wybaczę"

  Tik tak, tik tak. Czas płynął, a one dalej nawijały o nowych ubraniach, chłopakach i opowiadały jak to było w mieście.
Po okropnych minutach mojego życia mogłam w końcu wyjść z łazienki. Byłam zła i obolała po siedzeniu w niewygodnej pozycji. Bezpośrednio poszłam do swojego pokoju. Trzasnęłam drzwiami po czym rzuciłam się na łóżko wciskając twarz w poduszkę.
- O nie Katty - szepnęła Angela. - Coś ty zrobiła?
- Dlaczego na tym świecie istnieją takie osoby! - wymruczałam.
- Płeć przeciwna bywa różna, ale chyba nie było aż tak źle? - spytała dziewczyna przysiadając na moim łóżku. Spojrzałam na nią. Dopiero po chwili zrozumiałam, że przecież miałam iść do Nate'a.
- Niee Angie...źle mnie zrozumiałaś - zaśmiałam się. - Nie byłam u niego.
- O matko - westchnęła Angela robiąc facepalma. - Tchórz.
- Już, już od razu tchórz - rzuciłam. Usiadłam po turecku. - Nie doszłam do niego.
- To co ty robiłaś tyle czasu? - zdziwiła się Angie.
- Siedziałam na sedesie i słuchałam gadki Gwiazdeczek - wycedziłam patrząc jej prosto w oczy.
- O jejciu współczuję ci - spuściła głowę, a po chwili roześmiała się.
- Dzięki! Myślisz, że tak fajnie ich słuchać przez tyle czasu? Do tego dodam, że była z nimi Alisson.
- Dołączyła do nich?
- Tak - potwierdziłam kiwając głową.

***

  Po obiedzie mieliśmy standardowe spotkanie z Carlem. Oczywiście Alisson też przyszła.
- Mam pytanie - zaczęła. - Chodzi o zespoły. Można stworzyć z kimś z innej grupy?
- Zasadniczo nie - zamyślił się Carl. - Jedynie jeżeli byś należała do danej grupy. Staramy się nie mieszać wychowanków.
- Możesz to rozwinąć? - spytała.
- Jasne. Wy jesteście moją grupą i nie mogę wysłać jednej osoby do innej, ponieważ zakłóciłoby to nasz system wychowania - wytłumaczył Carl.
- To ja chce należeć do innej grupy - rzuciła Alisson.
- Zobaczymy co da się zrobić. Dzisiaj mamy zebranie, więc się dopytam.

***

  Na drugi dzień po szkole Alisson już z nami nie było. Siedziała przy stoliku Gwiazdeczek na środku jadalni. Mogliśmy tylko ją wyśmiać. Trudno, jej wybór. Poprawił mi się humor na spotkaniu. Pojawił się także Louis. Pokazaliśmy mu sprzęt, który znaleźliśmy przypadkiem. Był zachwycony.
- Niesamowite - zachwycił się biorąc do ręki gitarę elektryczną.
- Angela, Jena, Kat macie wolne, ale musicie tu zostać w razie kontroli zajęć - powiedział Carl.
- Zgoda - potwierdziłam. Usiadłyśmy sobie na kanapie i przyglądałyśmy się ich poczynaniom.
- Macie jakieś piosenki? - spytał opiekun.
- Ja chcę zaśpiewać o wielkim wybuchu! - wykrzyknął Simon.
- Ale jak to? - zapytał Nate.
- Noo...tituti - zanucił sobie pod nosem. - The Big Big Bang the reason I’m alive When all the Stars collide in this Universe inside The Big Big Bang danadana. i tak daleeej.
- Świetne, świetne - poklepał go z radością Louis. - Masz tego tekst?
- Jasne, w pokoju - potwierdził.
- Nom, a muzyka? - spytał Nate.
- To będzie coś takiego najpierw dadudidaa. Perkusja, czyli ja... gdzieś tam zaczyna gitarka.
- Ja? - rzucił Nate.
- Tak! Świetnie Nate, poklepać cię po główce? - spytał Simon. - Zejdź na ziemię.
- No dobra - zgodził się. - Czyli grasz na perkusji i śpiewasz?
- Loui zaśpiewa - westchnął ciężko.
- Ale ten refren świetnie ci wyszedł - pochwaliła go Jena. Simon uśmiechnął się i wrócili do ćwiczeń.
  Śmieszny był widok kiedy coś sobie tłumaczyli. Nate krzyczał do Simona, że to będzie tratata, a on się z tym nie zgadzał twierdząc, że bambibu będzie lepsze. Z naszej perspektywy wyglądało to dziwnie, ale oni się świetnie dogadywali.
  Kiedy zajęcia dobiegły końca Nate poprosił żebym została. Angie szybko pokazała dwa uniesione w górę kciuki. Poczekaliśmy aż wszyscy wyjdą. Zapewniliśmy ich, że pochowamy instrumenty do schowka.
Nastąpiła cisza kiedy zrobiliśmy już wszystko. Opadłam na kanapę, a Nate klapnął obok z gitarą. Pewnie gdyby mógł nigdy by się z nią nie rozstawał.
- Czemu nie chcesz śpiewać? - wydusiłam w końcu jakieś słowa.
- Nie umiem - wzruszył ramionami.
- Na ognisku zaśpiewałeś - sprzeciwiłam się spoglądając raz na niego, a raz na kanapę przykrytą kocem.
- To było coś innego.
- Zagraj coś - poprosiłam - dla mnie.
- Okej - odkaszlnął nie spodziewając się takiej prośby z mojej strony. Zabrzdąkał kilka nut, lecz nie dane było mi się wczuć, ani rozmarzyć. Do pokoju wparowały Gwiazdeczki.
- A one czego tu? - mruknęłam oburzona do Nate'a.
- Oj. - Isabell niewinnie przyłożyła palec do ust. - Chyba w czymś przeszkodziłam...?
- Co cię tu sprowadza? - spytał Nate zaciskając pięści. Przewodnicząca Gwiazdeczek spojrzała na swoje dwie podopieczne. Uśmiechnęła się słodko.
- Chcę pogadać.
- A jeżeli ja nie mam ochoty? - spytał chłopak. Coś mi kazało się nie odzywać. Dlatego też siedziałam cicho.
- Nie interesuje mnie czy ty masz - wycedziła. Znikł słodki, kłamliwy uśmieszek z jej okrągłej, wypudrowanej buźki. - Potrzebuję pomocy i ty mi ją dasz.
- Czego chcesz Izzy? - warknął Nate. Spojrzałam na niego zszokowana. Rzadko kiedy zachowywał się niegrzecznie. Zawsze starał się być miły oraz opanowany, a to nie wróżyło nic dobrego.
- Nie wiesz? Tylko ciebie chce - mrugnęła oczkiem. Dwie dziewczyny po jej prawej zachichotały.
- Isabell wyjdź - odezwałam się drżącym głosem co raz spoglądając na Nate'a. Już nie siedzieliśmy na kanapie. Wystarczy jeden błędny ruch.
- O, patrzcie kto się odezwał. Kochana Katherine, wybawicielka... - dziewczyna zaklaskała w dłonie. Jej podopieczne prychnęły patrząc na nas z pogardą.
- Nate - odezwałam się do niego. - Zajmę się tym ok? - nie zareagował. Stał z zacięśniętymi pięśćmi, cały był spięty i do tego ciężko dyszał. Położyłam dłoń na jego klatce piersiowej. - Nate... - powiedziałam ostrożnie zastanawiając się jak dobrać słowa.
- Kate, odsuń się - wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Popatrz na mnie. Nathanielu, mówię do ciebie. - Przesunęłam się i teraz stałam na przeciw niego unosząc się na palcach. Ujęłam jego twarz w dłonie i chciałam spojrzeć mu w oczy kiedy odepchnął mnie z wielką siłą na bok. Wylądowałam pod ścianą uderzając głową. Nate rzucił się na Isabell, która patrzyła się na niego szyderczo. Przytrzymał ją za nadgarstki. Dziewczyna zbladła niesamowicie, że mogłaby spokojnie grać trupa w filmie. Słyszałam jak wrzeszczę jego imię i żeby tego nie robił, później wszystko ucichło. Straciłam przytomność i obudziłam się z okropnym bólem głowy. Przymrużyłam powieki starając się przypomnieć ostatnie chwile. Isabell, Nate, ściana. Niedobrze mi. Chyba zaraz zwymiotuje... No, ale moment. Gdzie ja jestem? Leże na łóżku... szpitalnym. Z sufitu zwisa lampa, a obok mojej lewej stoi parawan. Za to po prawej były drzwi. Leżałam w bezruchu nasłuchując jakiś kroków. Brak, ale za to usłyszałam ciche buczenie i przyspieszony oddech. Ciężko było mi się skupić, ponieważ pulsowała mi cała głowa. Wystarczyło wyciągnąć rękę, aby odsunąć kawałek parawanu.
- Katherine Evans - usłyszałam głos mężczyzny. - Jak dobrze, że się obudziłaś.
- Długo spałam? - wychrypiałam spoglądając jak do mnie podchodzi w białym fartuchu.
- Dwadzieścia cztery godziny - odpowiedział. - Jak się czujesz?
- Pulsuje mi głowa.
- Dobrze - powiedział majstrując przy czymś obok. Dopiero teraz zobaczyłam podłączoną kroplówkę. - To nic takiego. Zbadaliśmy twoją głowę i nic się nie stało. Będziesz miała guza. Spróbuj jeszcze się przespać. Zgoda? - spytał, więc pokiwałam głową. Przeszedł za parawan.
- Nathanielu? - usłyszałam doktora. Nate, on tam jest! - Wiem, że nie śpisz. Musimy pogadać.
W odpowiedzi usłyszałam kilka mruknięć. Nie zrozumiałam ani jednego słowa. Doktor westchnął i chwilę później cicho zamknął za sobą drzwi.
- Nate? - odezwałam się szeptem. - Jesteś tam?
Dlaczego ta głowa musi tak pulsować? Kiedy myślalam, że nie usłyszę odpowiedzi odezwał się on.
- Och Kate - chlipnął. - Tak bardzo mi przykro. Nigdy sobie tego nie wybaczę.




Przepraszam Agnieszko! Wiem, że nie ma tego czego chciałaś, ale musiałam wrzucić Gwiazdeczki.

Egh rozdział nie jest taki jaki sobie wyobrażałam, ale... ujdzie.
Przynajmniej ja tak sądze...

sobota, 12 lipca 2014

Nineteen "Ach Kat. Ty to otwórz oczy..."

  Won ty głupia mucho. No wypad! Machnęłam ręką koło twarzy. O dalszym spaniu nie było mowy, więc z wielką niechęcią otworzyłam oczy. Zamrugałam kilka razy. Oooch, zasnęliśmy przy ognisku. Poleżałabym jeszcze chwilkę... zamknęłam oczy i przerzuciłam się na drugi bok. Wtuliłam się w ciepłe ciało... stop. Otworzyłam oczy i ujrzałam przed sobą klatkę piersiową. Powiodłam wzrokiem w górę. Nathaniel. Serio Kate, wiesz jak się wpakować w bagno.
- Nate - szepnęłam, bo okazało się, że nie mogę wstać. Przygniatał mnie praktycznie całym ciałem, a do tego twardo spał. - Nate'uś, mrrau kotku - zaśmiałam się przejeżdżając mu palcami po policzku.
- Sso? - wymruczał przekręcając się na bok.
- Śpij dobrze - szepnęłam uwolniona z uścisku. Wstałam rozglądając się. Wszyscy leżeliśmy tak w kupce. No, ale Louis niezbyt ma przyjemnie ze stopami Simona pod nosem.
  Ogarnęłam się w namiocie i kiedy reszta jeszcze spała poszłam po drzewo na ognisko. Zebrałam wystarczająco. Wróciłam do obozowiska. Dalej spali. Westchnęłam rozpalając stosik. Odkręciłam wodę i wlałam do garnuszka. W ciszy czekałam aż zacznie się gotować.
- Śniadanko? - spytał po kilku minutach Carl. Kiwnęłam głową. Opiekun wstał i poszedł do namiotu. Wrócił przebrany z dwoma kubkami w ręku.
- Herbatki? - zapytał podsuwając mi pod nos.
- Dzięki - mruknęłam uśmiechając się. Carl zdjął z ognia garnek i zalał kubki ciepłą wodą.
- Nie chcę wracać - powiedziałam.
- Musimy... Wiesz jak jest. Robota czeka.
- Tak - potwierdziłam. W milczeniu sączyliśmy herbatę i przyglądaliśmy się jak śpią. Jedyne zajęcie.
  Pół godziny później zaczęli wstawać.
- Dzień dobry - przywitał się zaspany Nate. Klapnął obok mnie i zajrzał do kubka. Wyjął mi go z rąk po czym wypił resztę co w nim zostało. Spojrzałam na niego z ukosa. Chciałam mu coś powiedzieć, ale wyglądał tak niewinnie, że dałam spokój.
- Czego szukasz? - spytał Louis'a.
- Gaci - mruknął dając nura do namiotu. Nate wzruszył ramionami.
- Simon śpi? - zdziwiła się Jena. Podeszła do niego. Ustała nad nim i przybliżyła twarz tak, że prawie stykali się nosami. Po zastanowieniu odsunęła się. Przykucnęła z boku.
- Simon wstawaj!! - wrzasnęła mu do ucha i jednocześnie go szarpnęła. - Rusz te dupsko.
- Aaa!!! - krzyknął chłopak. Wstał na równe nogi po czym rzucił się plackiem na glebę i zaczął wymachiwać nogami. Zaśmialiśmy się. Simon wstał jakby nigdy nic.
- Wiecie - zaczął - jaki miałem realistyczny sen? Śniło mi się, że skaczę do basenu. Fajnie było - uśmiechnął się szeroko. - Cześć moja Czarownico - puścił oczko do Jeny i zniknął w namiocie.
Spojrzeliśmy na siebie wybuchając śmiechem. Cały Simon.
  Po śniadaniu postanowiłyśmy wybrać się z dziewczynami na spacer. Nie wiele tu można oglądać, ale chociaż słychać było przepiękny śpiew ptaków. Gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Gadka szmatka nic nie wnosząca. Kiedy już znudziło nam się chodzenie. Wróciłyśmy na miejsce i zastałyśmy tam chłopaków, którzy składali namioty.
- Dobrze, że już jesteście - powiedział Carl. - Mam nagłe wezwanie do ośrodka. Musimy się zbierać. Przepraszam was.
- Nic się nie stało Carl - powiedziała Angela. Pomogłyśmy popakować wszystkie rzeczy. W niecałe pół godziny byliśmy spakowani. Dobrze, że wcześniej nie padał deszcz i górka była sucha. Inaczej wszyscy leżelibyśmy w tym błocie.
  Zapakowaliśmy rzeczy do bagażnika.
- Dobrze, że chociaż teraz samochód nie nawalił - powiedział Carl przekręcając kluczyk w stacyjce. Ruszyliśmy w stronę domu Louis'a. Jechaliśmy z szybką prędkością, aż się zdziwiłam. To musi być naprawdę pilne wezwanie.
- Louis, wysadzę cię pod domem - rzucił Carl. - Widzimy się w szkole.
- Tak, tak - przytaknął chłopak.
Kiedy tylko samochód się zatrzymał Lou wyskoczył do bagażnika i wyjął swój plecak. Machnął nam na pożegnanie.
  Na miejscu powitała nas Brenda Poppins, dyrektorka.
- Angela przyniesiesz mi kluczyk od samochodu, rozpakujcie się. Do zobaczenia na zajęciach - rzucił Carl i poszedł za Brendą.
- Cwaniaczek - mruknął Simon. - Zostawił nas z tym wszystkim.
- Simon, Carl ma ważniejszą sprawę - powiedziałam.
- Inaczej nie byłby taki zdenerwowany - dodała Angie.
- Ej no dobra, ale gdzie Alisson? - spytała Jena.
- A zabraliśmy ją? - odezwał się Nate.
- No raczej! - rzuciłam.
- Poszła do domu - powiedziała spokojnie Angie.
- Skąd wiesz? - spytaliśmy.
- Mimo że z wami rozmawiam, nadal mam dobry słuch - wyjaśniła.
- Wiecznie gdzie coś trzeba zrobić, Alisson nie ma - mruknęłam biorąc rzeczy, które trzeba zanieść do kuchni. Simon wziął swój i Nate'a plecak. Angela nasze, Jena swoje rzeczy, a Nate namioty oraz śpiwory. Obładowani, ale zabraliśmy wszystko.

***

  Większość czasu leżałyśmy z Angelą w pokoju. Zrobiłyśmy tylko przerwę na obiad. Żeby nie spotkanie z Carlem, pewnie dalej robiłybyśmy to samo.
- Siemaneczko - przywitał się Simon wchodząc do twierdzy.
- Cieszę się, że wszyscy są - powiedział Carl.
- Jeszcze Alisson - mruknęłam.
- Ach tak... ciągle o niej zapominam. Poczekamy jeszcze chwilę.
Siedziałam na sofie obok Angeli. Nate jak zwykle wziął gitarę i zaczął grać. Jena spojrzała na niego. Pokiwała głową po czym weszła do składzika. Wyszła ze skrzypcami. Dołączyła do Nathana. Chłopak uśmiechnął się i zaczął grać szybciej. Kiwałam głową wsłuchując się w instrumenty. Simon stukał o krzesło oraz tupał nogą w podłogę.
- Nie przerywajcie - powiedziała Angela. Zaczęła nucić pod nosem jakąś piosenkę.
Spojrzałam na Carla, a ten wzruszył ramionami uśmiechając się szeroko.
- Lalalala! - zakończyła wysokim tonem Alisson, która właśnie weszła do pomieszczenia. Wow, to ona umie śpiewać? Zaczęłam bić brawo.
- Wiecie, że was kocham? - spytał Carl.
- Aaaaghhh! Ja też ciebie kocham! - wykrzyknął Simon.
- Od kiedy? - mruknęła Jena.
- Od jutra - rzucił Carl.
- Moja krew - powiedział Simon.
- Śmiechem żartem, ale koniec tego dobrego. - Carl usiadł na jednym z krzeseł. Zasiedliśmy na wolnych miejscach. - Jak tam? - spytał jak gdyby nigdy nic.
- Emm dobrze? - zmarszczyłam brwi. - A u ciebie?
- Dwa problemy. Jeden już wiem jak rozwiązać. Kochani, co powiecie na zespół?
- Odpadam. Umiem tylko do re mi na pianinie. - Usiadłam wygodnie i spojrzałam na resztę.
- Co masz na myśli? - spytał Simon.
- Brenda chce urządzić koniec roku - zaczął Carl, ale przerwała mu Alisson.
- To za dwa miesiące.
- Tak Ali. Pomyśl, że trzeba to wszystko zorganizować. Brenda nie chce puścić muzyki z płyty. Chce żywą muzykę, a ja jej to dam. Chłopcy?
Nate spojrzał na Simona. Wzruszyli ramionami.
- Perkusja - rzucił Simon.
- Gitara - zdecydował Nathaniel.
- Wokal? - spytał Carl.
- Angela? - zaproponowałam.
- Nie, nie... - zaprzeczyła dziewczyna. - Alisson.
- Nie lepiej stworzyć dwa zespoły? - odezwała się Alisson.
- Helloł! Nie mamy śpiewaka! - krzyknął Simon.
- Simon, Simon... easy man. - Nate klepnął go w plecy. - My mamy Louis'a - zadecydował.
- Proponujecie męski i żeński zespół? - zapytał Carl nie ogarniając naszej wymiany słów.
- Dokładnie - potwierdziliśmy.
Może być wesoło. Takie atrakcje tylko u nas!
- Koniec - zarządził Carl. - Rozejść się.
  Simon i Nate zostali w twierdzy, a ja z dziewczynami udałam się do mojego i Angeli pokoju. Postanowiłyśmy rozwalić chłopaków. Nie obyło się bez kłótni jakie piosenki wybrać. Nawet o głupie stroje była sprzeczka. Stwierdziłam, że lepiej się nie odzywać, a i tak myślami byłam gdzie indziej. Kiedy dziewczyny ustalały nasz występ, ja odpłynęłam do chłopaków. Byłam ciekawa co wymyślą, ale jednego byłam pewna. Będą od nas lepsi. Czemu? Po prostu miałam takie przeczucie.

***

  Następnego dnia chłopcy usiedli przy innym stoliku. Rywalizacja musi być. Nawet Louis z nimi był.
- Dziewczyny? - zaczęłam. - Czemu Lou tu jest?
- Dostał pozwolenie. Mieszka teraz z Nate'm - powiedziała Jena. - Olewam zasady, zapomniałyście? Nie byłabym sobą żebym zgodziła się na wasz układ nie gadania z chłopakami.
- No tak - przyznałam zerkając na dwa stoliki dalej.
- Poza tym jest jeszcze Simon - dokończyła Jena, a ja odwróciłam wzrok przyłapana przez samego Nate'a. Ta! Przyglądałam się mu i co z tego?
- To bez sensu - przyznała Angela. - Carl pomaga chłopakom to też nie mogę się z nim widywać?
- To nasz opiekun, ale trzeba na niego uważać - przymrużyła oczy Alisson - Czekaj, coś ty powiedziała?
- Ej to ona nie wie? - spytała Jena.
- No nie - zaprzeczyłam.
- Czego nie wiem? - rzuciła Alisson w tym samym momencie.
- Oj Ali - odezwała się Angela. - Jesteś tu nowa, młodziutka na te progi... więc nie interesuj się za bardzo, zgoda? 
- Ciągle traktujecie mnie jak intruza! - krzyknęła. - Mam tego dość! Nara frajerki! - rzuciła na odchodne.
- No co za tupet! - Jena wstała ze swojego miejsca.
- Siadaj Jen - powiedziałam spokojnie. - Bo zostaniesz zawieszona...
- W dupie to mam - mruknęła. - Mam ochotę powyrywać jej te blond włoski.
- Znowu zostaniesz zawieszona - przerwałam jej. Tym razem nie może przez jedną głupotę wylecieć z ośrodka. Inaczej wyląduje na chodniku.
Wszedł nowy przepis. Kiedy skończymy szkołę w ośrodku, wysyłają nas do publicznej. Możemy tu mieszkać dopóki się uczymy i nie rozrabiamy.
- Trzymajcie mnie od niej z daleka - warknęła Jena. Odetchnęła kilka razy. - Simon! - krzyknęła wstając. Pomijając fakt, że jesteśmy uważani za dziwaków Carla to teraz już wszyscy patrzą na nas i od jakiegoś czasu przysłuchują się naszej rozmowie.
Jena podeszła do swojego chłopaka i razem wyszli z fortecy.
- Chyba nie jestem głodna - szepnęłam do Angeli.
- Ja też - potwierdziła, więc zgodnie wstałyśmy i wyszłyśmy z pomieszczenia pełnego gapiów. Jak najszybciej poszłyśmy do pokoju. Angela zamknęła drzwi z trzaskiem i oparła się o nie.
- Uohoho wesoło mamy - podsumowała. - Dawno nie było żadnego widowiska.
- Ostatnio Simon biegał ze śmietnikiem na głowie - potrząsnęłam głową na te wspomnienie.
- Cały Simon - westchnęła Angie. - A skoro mowa o nim... powinnaś w końcu porozmawiać z Nate'm.
- Dlaczego? - spytałam opadając na podłogę obok dziewczyny.
- Ach Kat. Ty to otwórz oczy...
- No przecież mam - sprzeciwiłam się otwierając szeroko oczy. Angela się zaśmiała.
- Głupol - rzuciła dziewczyna.
-  A szaleniec? - zapytałam.
- Nie sądzę - powiedziała po zastanowieniu.
- To patrz - rzuciłam wstając. - Zejdź mi z drogi, bo właśnie idę do jego pokoju! Zrób to szybko za nim się rozmyślę.
- W końcu! - zachichotała Angie.
Z myślą "pogadać z Nate'm" wybiegłam na korytarz. Na początku zbiegłam do twierdzy, ale nikogo tam nie zastałam. Kurcze. Myślałam, że mają tam próby. No nic, czas na pokój rozrywki. Też pusto. Odetchnęłam kilka razy. Zwolniłam tempo. Nikomu się nie chce wbiegać na drugie piętro. Do tego zachciało mi się do łazienki. Really? Akurat teraz kiedy idę do niego? Ugh... chciałam mieć już z główki.
Weszłam do kabiny, zrobiłam co trzeba i kiedy chciałam wychodzić, usłyszałam kilka głosów. Intuicja podpowiedziała mi być cicho.
- Sprawdź łazienki - rozkazała jedna z dziewczyn. Zaraz, zaraz... znam ten głos. Nikt nie ma tak irytującego głosu jak Isabell. Jedna z Gwiazdeczek. Umm, witaj znów. Dawno się nie widziałyśmy.
Wierzyć się nie chce, że ta idiotka mnie nie zauważyła. Wystarczyło ukucnąć na sedes, a już było się niewidocznym.
- Pusto - oznajmiła Alisson. Zaraz. Chyba się przesłyszałam. Mam jakieś urojenia albo to na prawdę ona.
- Dobrze - powiedziała wyniośle Isabell. - Teraz jesteś jedną z nas.
- Jedną z pięciu wspaniałych - zaćwierkotała jedna z przyjaciółeczek.
- Cieszę się, że mogłam do was dołączyć - przyznała Alisson. Wiem, że nie ładnie podsłuchiwać, ale nie mogę teraz wyjść z kabiny. Mam nadzieję, że nie będą tu długo. Inaczej wypali mi się mózg od ich chichotania.


Problemy z pisaniem? Zawsze są.
Problemy w życiu? Znajdą się.
Problem z samym sobą? Mh.



Jejciu i pomyśleć, że kiedyś dodawałam co tydzień rozdział... to były czasy :)
Hue.. jak myślicie... co będzie dalej? ;D
Co spotka Kate uwięzioną w łazience? ;o
Czy w końcu pogada z Nathanielem?
Pozdrawiam i miłego myślenia życzy - Normalna.

wtorek, 1 lipca 2014

Eighteen "Tylko biedaczek ucierpiał."


 Poczułam oddech na karku. Simon strasznie chrapał. Otworzyłam oczy i ujrzałam przed sobą Nate'a. Zamrugałam kilka razy. Ostrożnie, żeby ich nie obudzić, wyszłam z namiotu. 
http://2.bp.blogspot.com/-LmWNlZfyDE4/U4N8AoPhueI/AAAAAAAAATk/kHGsPQu0ah0/s1600/just-go-with-the-flow-likely-pl-fca1c642.jpeg  Przypomniały mi się ostatnie chwile. Nie byłam pewna czy to był sen czy jednak nie. Te słowa:
" - Udało się?
- Cii.
- Śpi. Nie usłyszy.
- Trzeba mu jutro podziękować."

Pierwsze co poczułam to gniew. Dlaczego oni spiskują przeciwko mnie?
Przeczesałam ręką włosy i związałam w warkocz. Za sobą usłyszałam trzask łamanej gałęzi, odwróciłam się przestraszona.
- Lou... - szepnęłam. - Wystraszyłeś mnie.
- Sorrki.
- Siemanderrro! - krzyknął grubym głosem Simon, wychodząc z namiotu.
- Nie pokazuj mi się na oczy!
- Kat, co ci się stało? Źle spałaś? - spytał Louis.
- Ty też się nie odzywaj. Pewnie razem spiskujecie przeciwko mnie! - warknęłam odchodząc w stronę lasu.
- Co jej się stało? - usłyszałam głos Louis'a.
- Okres - stwierdził Simon.
- Słyszałam! - krzyknęłam na co oni się zaśmiali. Ugh, zabije ich. Zabije wszystkich co staną na mojej drodze. Włącznie z połamaną gałązką, na którą właśnie nadepnęłam.
 

***

  Godzinę później doszłam do wniosku, że mnie wrabiają. Nie traktują mnie poważnie, ale w jakim celu miało być całe to przedstawienie? Dla śmiechu, zabawy czy z nudów? Natychmiast muszę się dowiedzieć inaczej łeb mi pęknie.
  Wstałam z ziemi i otrzepałam spodnie. Twardo szłam przed siebie. Byłam pewna swego. Oni muszą powiedzieć mi prawdę!
- Ooo, Katherine wraca - powiedział Carl grzebiąc w ognisku. Jena siedziała przed Louis'em, który był bez koszulki. Zmrużyłam oczy. Serio? Tak mu ciepło? Alisson wpatrywała się w niego jak w obrazek. Za to Simon oraz Nate zawzięcie dyskutowali na temat jedzenia. Z daleka ich słychać, ale nigdzie nie widziałam Angeli...
Ustałam obok ogniska.
- Nate'uś chodź na słówko - powiedziałam przesłodzonym głosikiem. Jeżeli wezmę go sama mam większe szanse, że powie prawdę. Oddaliliśmy się od obozowiska.
- Słucham - powiedziałam pewnie.
- Ale co? - Nate zmarszczył brwi.
- Dobrze wiesz co - mruknęłam. - Słyszałam waszą rozmowę.
- Mówiłem mu, że kanapka z dżemem to nie dobry pomysł, ale Simon mnie nie słuchał!
- Nate, wczoraj wieczór.
- Ooo - uniósł głowę w górę zastanawiając się nad odpowiedzią. - Patrz ptaszek! - rzucił szybko. Mój błąd, że spojrzałam w górę. Dałam się nabrać na dziecinną sztuczkę odwrócenia uwagi.
- Collarge wracaj tu! - krzyknęłam za nim.
- Nie ma mowy Evans! - odkrzyknął skręcając w gęsty las.
Szlag by go! Myśl Kat, myśl... SIMON. Tak... z nim trzeba pogadać. Czym prędzej ruszyłam w stronę obozowiska. Siedział sam przy ognisku. Idealnie. Usiadłam obok niego.
- Gdzie Nate? - spytał.
- Pokłóciliśmy się kiedy poznałam prawdę - wzruszyłam ramionami. Głupio mi kłamać przed Simonem, ale...
- Powiedział ci? - pokiwałam smutno głową. - Tak bardzo chciał żebyś go zauważyła...
- Ale przecież ciągle zwracam na niego uwagę - mruknęłam.
- Tak, jako przyjaciela kłamcę i oszusta, a nie jako bohatera, który oddał by za ciebie życie.
- Oł... dzięki Simon - uśmiechnęłam się.
- Drobia...
- Simon! - przerwał mu Nate wyłaniając się z lasu.
- Ona to rozumie - powiedział spokojnie Simon. - Nie rozumiem po co były te podchody, mogliście pogadać, a nie wykorzystywać biednego Louis'a.
- Lou też?! - krzyknęłam.
- Tak jak i ja, zrobił to dla zabawy. Tylko biedaczek ucierpiał, bo niechcący go zbyt mocno uderzyłem.
- Simon ty idioto - powiedział Nate trzymając się za głowę. -  Wszystko jej powiedziałeś...
- Ale jak to, że co słucham? - Simona zatkało. Spojrzał na mnie z wyrzutem. - Wrobiłaś mnie.
- Ups? - szepnęłam.
To się porobiło... ale moment... nic z tego nie rozumiem. Ale jestem tępa.
 

***

  Do wieczora nie odzywaliśmy się do siebie dopóki Carl nie wyznaczył mnie żebym przyniosła drewna na ognisko, bo zabraknie. Angela zgłosiła się na pomoc. Nic mi po niej, ale ok. Może ona coś z tego zrozumie.
Szłyśmy przez las w poszukiwaniu złamanych drzew czy gałązek.
- Angie - zaczęłam wpatrzona w ziemię - co o tym myślisz? To prawda co Simon mówił?
- Simon zawsze mówi prawdę albo w połowie. - dziewczyna zamyśliła się. - Jednak tu ma rację. Nie zauważasz starań Nathaniela.
- Nathaniel Collarge - westchnęłam - strasznie mieszasz w moim życiu.
Schyliłam się zauważając krzak jagód. Zerwałam kilka chcąc je zjeść kiedy zatrzymał mnie głos Angie.
- Nie! Są trujące - krzyknęła PODBIEGAJĄC DO MNIE I WYRZUCIŁA MI JAGODY Z RĄK. Powtarzam PODBIEGAJĄC.
- Angela - powiedziałam zszokowana patrząc jej prosto w oczy. - Ty... ty...
- Widzę - dokończyła za mnie.
- Kiedy miałaś zamiar nam to powiedzieć?
- Dzisiaj.
- Angie! - rzuciłam się jej na szyje. - Tak bardzo się ciesze! W końcu widzisz. Po tylu nieudanych próbach...
- Tak - przytaknęła obejmując mnie. - Zbierzmy drzewo... reszta czeka - zaśmiała się.
- Nie wierzę... ale na prawdę?!
- Tak. Chodźmy już - uśmiechnęła się. Zebrałyśmy wystarczająco drewna i wróciłyśmy do obozowiska. Przez cały czas zadawałam jej pytania. Odzyskała wzrok po ostatniej operacji kiedy nie było jej miesiąc. Teraz już wiem czemu to tak długo trwało. Była nadzieja.
- Zadziwiające jest to, że idealnie was wyobrażałam - wyznała Angela. Powiedziała też, że nie bardzo wiedziała jak to nam przekazać, więc zrobiłam to za nią kiedy tylko wróciłyśmy. Zrzuciłam drewno i krzyknęłam, że Angela odzyskała wzrok.
- Jaja sobie robisz - odezwał się pierwszy Simon.
- My ciebie nabrałyśmy, ale ty nas? - zaśmiał się Louis.
- Ale to prawda - rzucił Carl.
- Udowodnij Angie - mruknęła Alisson z przekąsem.
- Masz pryszcza na nosie - powiedziała Angela mrużąc oczy. - Nate niebieski sweterek, Simon się nie poczesał, Louis idealny jak zawsze, Jena nie patrz się tak na mnie - wyrzuciła jednym tchem. Rozdziawili usta ze zdziwienia i chwilę potem oprzytomnieli rzucając się na Angelę. Nie mogli się nadziwić. Uśmiechnęłam się na ten widok.
- Dobra, dobra zostawcie mi Angie! - krzyknął Carl głośno się śmiejąc. - Kiełbaski stygną.
Zasiedliśmy w ósemkę na około ogniska. Nadawaliśmy jeden przez drugiego. W którymś momencie Nate wstał i poszedł do namiotu. Wrócił z gitarą.
- Śpiewankooo! - krzyknął Simon wyrzucając ręce w górę.
- Liczę na waszą pomoc - mruknął Nate przez chwilę strojąc sprzęt. Zabrzdękał pierwsze akordy i pierwszy raz słyszałam jak śpiewa.
- Now I see fire
inside the mountain
I see fire
burning the trees
And I see fire
hollowing souls
I see fire
blood in the breeze
And I hope that you'll remember me

Powstała bardzo miła atmosfera, taka tajemnicza. Simon zaczął wybijać rytm na swoich kolanach, a Louis dołączył się do Nathana. Kołysałam się w rytm muzyki i nawet nie zauważyłam kiedy skończyli. Poniosły się okrzyki zachwytu.
- To było niesamowite - pogratulował im Carl. - Może coś jeszcze?
- Totalna improwizacja? Ale ty śpiewasz - powiedział Nate do Louis'a. - Nie najlepiej się z tym czuje.
- Gadasz głupoty, świetnie ci to idzie. Simon?
- Wchodzę w to - rzucił wstając po garnek.

- No, no.. powstaje nam tu zespół - uśmiechnęłam się.
- Ale co zaśpiewamy? - spytał Louis.
- Słyszeliście piosenkę Mroza? - odezwał się Simon. - No na pewno! Ostatnio dawałem koncert.
- Coś mnie chyba ominęło - przyznałam.
- Sprzątałaś bibliotekę - zaśmiał się. - Bo jak nie my to kto?!
No to zabawa na całego. Słyszą pewnie nas w mieście. Z jednej strony dobrze, że dostaliśmy telewizor, ale z drugiej... strasznie niszczy psychikę.




Ahaha <3
Odpowiedziałam na komentarze pod poprzednim rozdziałem.

Co prawda miało wyjść nieco inaczej, ale tak też może być, prawda?
Może Was nie zawiodłam ...
Normalna ;*

Ps... jak mam pracować kiedy tu taki Dupak do mnie pisze? ;D
(szantaż + cel humorystyczny)