sobota, 6 grudnia 2014

Twenty four "Simon, wiesz jak Ciebie lubię?"


~Katherine~

  Zapukałam do jego drzwi i czekałam aż mi otworzy. Kiedy straciłam cierpliwość, uniosłam pięść żeby zapukać jeszcze raz, a wtedy drzwi się otworzyły. Chłopak stał bez koszulki, miał włosy w nieładzie i zaspane oczy. Muszę przyznać, że wyglądał uroczo. Zachęcił mnie gestem ręki, abym weszła. Tak też zrobiłam. Chłopak zamknął za mną drzwi. Rozejrzał się po pokoju i podniósł z komody koszulkę, którą na siebie narzucił. Przetarł oczy po czym usiadł na swoim łóżku.
  Pamiętam pierwszy raz kiedy tu byłam. Siedziałam w tym samym miejscu, tyle że wtedy od razu zasnęłam po niezapomnianej imprezie i zwisaniu z balkonu.
- Nie wiem od czego zacząć - przyznałam. Minęło kolejne kilka minut ciszy. - Powiedz coś.
- Coś - powiedział z westchnieniem. Przewróciłam oczami, ledwo opanowując wybuch złości. - No co? - zapytał.
- Jesteś na mnie zły. Prawda czy fałsz? - Fałsz. Denerwujesz się. Prawda czy fałsz?
- F-fałsz - zająknęłam się i westchnęłam. Nate spojrzał na mnie, uśmiechając się pod nosem. Przygryzłam policzek. - Lubisz mnie?
- Kate... - Nate usiadł obok mnie. - Katherine Evans ja nie tylko ciebie lubię - powiedział, delikatnie dotykając mojego policzka. Zmusił mnie, abym spojrzała w jego stronę. - To co powiedziałem wcześniej, to prawda. Kocham cię.
  Patrzyłam w jego ciemne oczy, nie wiedząc co powiedzieć. Całkowicie odebrało mi mowę. Nate uśmiechnął się na widok mojej zakłopotanej twarzy. Jednak za chwilę spoważniał  i ostrożnie nachylił się. Przypomniał mi się mój sen, w końcu miał się spełnić. Chciałam tego.
- Siema star... Oops! Przepraszam. - Odskoczyliśmy od siebie. Do pokoju z hukiem wpadł jakiś chłopak. Dopiero po chwili rozpoznałam Amos'a, jednego z tych "uroczych" bliźniaków.
- Co jest? - spytał Nate.
- Jesteś potrzebny, ale spoko. Mogę im powiedzieć, że jesteś zajęty - wyrzucił jednym tchem.
- Nie trzeba - rzuciłam. - Ja wychodzę. Zobaczymy się później? - spojrzałam na Nate'a.
- Jasne, znajdę cię.
Minęłam w drzwiach Amos'a i wyszłam na korytarz, czym prędzej kierując się schodami w dół.

~Simon~

  Leżałem pod drzewem, wpatrując się w niebo. Często zdarzało mi przychodzić tu i oglądać kształty chmur. Wtedy po raz pierwszy zadałem sobie pytanie: "po co żyć?".
  Nawet jeśli myślimy, że nic nie robimy, to zawsze wykonujemy jakąś czynność, na przykład oddychamy.
Oddychamy po to, by żyć. W takim razie po co żyjemy? Skoro na tym świecie nie ma zrozumienia dla takich ludzi jak ja? Często nad tym myślałem. Pamiętam kiedy zapytałem o to Jene. Był piękny, słoneczny dzień. Wybraliśmy się na spacer.
- Widzisz te ptaki? - spytała Jena. Potwierdziłem skinięciem głowy. - Są bez sensu.
- Dlaczego? - zapytałem.
- Latają w kółko i bez celu, a na zimę znowu wylecą do ciepłych krajów.
- To nie znaczy, że są bez sensu. Każda rzecz na tym świecie ma sens.
- Od kiedy zrobiłeś się taki mądry? - prychnęła Jena.
- Człowiek do pewnego czasu jest nieświadomy swojej mądrości. Przemyślałem to i owo.
- Bez sensu - mruknęła dziewczyna, wpatrując się przed siebie.
- A oddychanie ma sens?
- No tak.
- To po co oddychamy?
- Żeby żyć.
- A po co żyjemy? - spytałem, zatrzymując się. Staliśmy teraz twarzą w twarz. Jena zastanawiała nad odpowiedzią.
- Po to, żeby osiągnąć coś w życiu... ugh! Daj mi spokój, nie mam ochoty na takie rozmowy - warknęła. - Filozof się znalazł - rzuciła na odchodne.
  Wtedy zrozumiałem, że Jena nie jest odpowiednia. Ona mnie nie rozumie. Dlatego nie przejąłem się zbytnio końcem naszego związku. Jasne, było mi smutno, ponieważ przeżyliśmy razem kilka wspaniałych chwil.
Odetchnąłem głęboko świeżym powietrzem i podniosłem się z ziemi. Otrzepałem bluzę oraz spodnie. Postanowiłem zacząć życie od nowa, skoro znam już odpowiedź na swoje pytanie.

~Katherine~

  Nie mogłam usiedzieć w swoim pokoju, więc poszłam do świetlicy, gdzie kilka osób oglądało jakąś komedię. Przysiadłam się do nich i zaczęłam oglądać. Niby patrzyłam w ekran, ale jednak myśli krążyły gdzie indziej. Nie umiałam się skupić na tak durnej fabule filmu, więc w końcu dałam za wygraną i stamtąd wyszłam.  

***

  Rano obudziła mnie Angela. Zaspałyśmy do szkoły. W pośpiechu dotarłyśmy na lekcje.
- Spóźnienie - powiedziała ostro historyczka na nasz widok. - Siadać.
Posłusznie zajęłyśmy wolne miejsca. Mi przypadło obok Simona, a Angie usiadła koło jednej dziewczyny. Wyciągnęłam zeszyt i oparłam się o oparcie krzesła. Przez chwilę słuchałam jak historyczka nawija o wojnie, ale myśli powoli zaczęły odpływać w stronę Nate'a. Tak minęło mi większość lekcji. Na wychowaniu fizycznym wyszliśmy na zewnątrz, pani kazała nam biegać dookoła szkoły i internatu. Męczarnia.
- Hej Kat! - usłyszałam za sobą. Za chwilę bieg wyrównał Simon. - Ploteczki chodzą o tobie.
- Serio, znowu? - Pokręciłam głową, zaciskając dłoń w pięść.
- Isabel coś tam gadała.
- Dostanie za swoje - warknęłam.
- Nie mam pojęcia co jej to daje.
- Simon, wiesz jak ciebie lubię? - spytałam, wpadając na genialny pomysł. - Przy szkole jest kranik. Wszyscy po biegu idą tam się napić. Mógłbyś coś zrobić Gwiazdeczkom?
Simon zamyślił się przez chwilę i pokiwał głową.
- Do zobaczenia na miejscu! - krzyknął przyspieszając bieg.
Dobiegłam na miejsce i zatrzymałam się pod ścianą. Chwilę później dołączyła do mnie Angela.
- Zabiję ją kiedyś - wysapała.
- Kondycha ci siadła? - zaśmiałam się.
- Ha ha zabawne. Wiesz, że nie biegałam.
- Dobra cii. Patrz - powiedziałam i kiwnęłam w stronę kranu z wodą. Isabel z jedną ze swoich nieodłącznych przyjaciółek, podeszła do miejsca  kranem. Simon odszedł jak gdyby nigdy nic. Gwiazdeczka wachlowała się dłonią, a Isabel odkręciła kurek. Przez chwilę nic się nie działo, a potem kran eksplodował i woda tryskała we wszystkie strony, oblewając na około inne osoby. Isabel zrobiła się bardziej czerwona i piszczała jakby zobaczyła mysz. Angie nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Mogłam to nagrać. Miałabym ubaw w najgorsze dni. Niezapomniany widok.












Rozdział jest jaki jest, ale nie potrafię napisać czegoś lepszego. Tylko nie zabijcie mnie za to :c

A Wy jak byście odpowiedzieli na pytanie Simona?
N ;*